Witam forumowiczów.
Całkiem niedawno, na którymś z postów mądrzyłem się na temat; jak to dobrze się przed klientem zabezpieczam...

No i przyszła tak zawana "kryska na Matyska"
Rozszerzę nieco temat.
Złapałem klienta (chyba z gazety). Wszystko było szybko, głównie przez telefon. Klient nigdy nie miał czasu... zaliczka przelewem, no i umowa ruszyła.
Przyznam się, że montaż nie poszedł jak trzeba (każdemu podobno się zdarza)

Montażyści, jeśli mam być obiektywny... spier... sprawę. Chcąc być w porządku wobec klienta sam zakasałem rękawy i zacząłem przyjeżdżać na budowę próbując "odkręcać" sprawę. Ciągnie się to już drugi tydzień. Klient jednak przykleja mi się teraz do każdej d...., moim zdaniem szukając "dziury w całym". Mam już tego po dziurki i stąd moje pytanie.... (?) Darujcie sobie proszę teksty typu: "jakby było dobrze zrobione, to nie byłoby problemu". Wiem, jestem tego świadomy, ale jak już wspomniałem - każdemu zdarza się wpadka. A więc, czy w takiej sytuacji (przypominam, że nie mam z klientem umowy), mogę wkroczyć na budowę, wymontować okna, oddać gościowi zaliczkę i zapomnieć o temacie? Mimo tego, że kilka dobrych lat jestem w branży - nie miałem takiej sytuacji i nie bardzo wiem co mogę, a co nie. W świetle prawa... okna są moje, czy nie bardzo?
Pozdrawiam